
Do wioski położonej przy brodzie na Wasunie z wolna napływali chłopi z okolicznych osad śpieszący się na odbywający się w każdy piąty dzień tygodnia targ. Woda niosła gwar rozmów i kłótni pomiędzy handlującymi ludźmi. Spierający się o ceny warzyw i zwierząt kupcy niecierpliwie spoglądali w kierunku rozbitego na środkowym placu osady strojnego namiotu i znajdującej się tuż przy nim klatki, w której znajdowało się dwóch ludzi w pokrwawionych szatach.
Kiedy słońce zbliżyło się do południa oczom chłopów ukazało się kilku zbrojnych prowadzących skrępowanych zarośniętych ludzi w kierunku dość niechlujnie zbudowanego szafotu. Z namiotu wyszedł strojny młodzian, którego palec zdobił pretensjonalny złoty pierścień z rubinem. Stanął na leżącym w pobliżu szafotu dużym głazie i donośnym głosem odczytał trzymany w dłoniach pergamin:
"Z woli namiestnika Paras Kadimi na mocy prawa królewskiego, Koltana syna Sarta, Berawa syna Darosha uznaje się za winnych przemytu szmaragdów i skazuje się na śmierć mniejszą przez powieszenie. Jednocześnie przypomina się mieszkańcom ziem podległych namiestnikowi Paras Kadimi że plugawy proceder przemytu szmaragdów będzie tępiony z pełną surowością. Każdy przemytnik za swoje przewiny zapłaci gardłem. Za ujęcie lub wskazanie osoby parającej się przemytem szmaragdów ustanawia się nagrodę w wysokości 5 sinów za każdego przemytnika."
Herold włożył pergamin to zwisającej u pasa tuby i rzekł: -kacie czyń swoja powinność – po czym odwrócił się do szafotu plecami i wszedł do namiotu.Kat z wyraźnym znudzeniem wykopnął pieniek spod stóp pierwszego skazańca.
|
|

Promienie zachodzącego słońca muskały twarze osób siedzących przy stołach przed karczmą w osadzie położonej o jeden dzień marszu na wschód od miejscowości Czatachowa. Wędrowcy z uśmiechem na twarzach powoli sączyli piwo, rozkoszując się jego smakiem i spożywając dady ziemi, którego tego lata były nadzwyczaj hojne.
- Słyszeliście, że do osady przybył nowy kowal? – zagaił siwowłosy chłop.
- Co z niego za kowal kumie? Jak żem chciał, aby mi konia podkuł, gdy jedzenie do tamtejszej karczmy zawiozłem, to on mi rzekł, że tak pospolitą pracą, to on sobie brudzić nie będzie – oburzenie dawało się wyczuć w głosie wysokiego blondyna.
- To ciekawe co on tam chce robić? – powiedział starszy człowiek dopijając kufel.
- Ma oręż jakiś ponoć kuć – z poczuciem wyższości furman rzekł do starca – Słyszałem jak młoda szlachcianka w karczmie mówiła, że to Sharev syn Ahima słynny zbrojmistrz z Bataru.
Dziewka karczemna nalewając piwa zapytała – Rogoshu, a co z nogą brata? Ponoć cała jest gorąca i źle pachnie, po tym jak mu ją dzik w lesie poharatał.
- Już se z nim nie potańcujesz maleńka. Źle z nim. – odpowiedział chłop o jasnych włosach – Konował kulasa mu odjął w kolanie, lecz w miejscu gdzie ciął rana jeszcze mocniej się sączy. Lepszego chłopa znajdziesz, boś ładna, a choćby i nawet Banwira. Pora mu na ożenek, bo znów jak zemrze, to dziedzica tych ziemi nie będzie.
|
|
|
1, 2, 3
|
|